Dziwny jest ten Internet

Przeglądając ostatnio sieć w poszukiwaniu ciekawych plakatów filmowych wyszukiwarką google natrafiłem na całkiem ciekawy zbiór.

drive
James Dean w filmie Drive, reż. John Ford.

thehangover
Plakat do filmu „The Hangover” (pl. tytuł „Kac Vegas”) w iście gwiazdorskiej obsadzie.

wolvesCOMBO
Dwie wersje filmu Sama Peckinpaha „Wolverine” z Alem i Clintem.

blade+runner
Łowca androidów.

GHOSTBUSTERS_FAKE_POSTER-379x490
Pogromcy duchów z trzema gwiazdami horroru.

kill-bill
„Kill Bill” z Marilyn Monroe i Johnem Waynem.

big lebowski
„Big Lebowski” Kena Russella.

poster_nimoy
„Szklana pułapka”.

Screen_shot_2012-01-31_at_9.01.36_PM
Sean Connery w głównej roli „Piątego elementu”.

the+matrix
„Matrix” z Poitierem i Lee.

kurosawa__s_2001_by_hartter-d33fh7n
… oraz mój osobisty faworyt, czyli „Odyseja kosmiczna: 2001” reżyserowana przez Akiro Kurosawę. W głównej roli nie kto inny jak Toshirô Mifune.

Reklamy

O roku, który zmienił oblicze kina

Kino lat 40-tych i 50-tych, w większości, zwłaszcza te robione w Hollywood było bardzo schematyczne, oklepane i przewidywalne. Oczywiście z tych lat pochodzi wiele filmów, które wręcz uwielbiam lub po prostu wyrywają się z pod tego schematu. Wśród moich ulubionych obrazów z tych lat na pewno można wyróżnić filmy neorealizmu włoskiego autorstwa Vittorio De Sicy, które opowiadały o życiu i problemach zwykłych ludzi, nie były przesłodzone, a miały bardzo surowy charakter: „Złodzieje rowerów” (1948), „Umberto D.” (1952). Szanuję i lubię wracać także do filmów amerykańskich z tego okresu jak np. „Arszenik i stare koronki” (1944), „Skarb Sierra Madre (1948), „Na wschód od Edenu” (1955), „Zawrót głowy” (1958), „Ucieczka w kajdanach” (1958), które nie były na pewno typowymi przedstawicielami kina tych lat. Warto też wspomnieć o Polskiej szkole filmowej, która przecież się ukształtowała w połowie lat 50-tych. I do dziś pozostaje nam ją wspominać, bo nie często spotykamy w naszym kinie coś co może konkurować z filmami Wajdy, Hasa, Kawalerowicza, Munka z tych lat.

Przełomem stały się w kinie lata 60-te, które to w wielu wypadkach wprowadziły do filmu niekonwencjonalność czego dowodem jest „Psychoza” mistrza Hitchcocka. Pojawiło się też większe nagromadzenie brutalności czy też nagości w filmach fabularnych. Najbardziej przemianę tę możemy zaobserwować na przykładzie westernów: przejście klasycznych (gdzie występują Ci dobrzy – ubrani na biało i źli, nieogoleni i niechlujni) w filmy nazwane antywesternami. Duża część publiki jako pierwszy antywestern przyjmuje film Sama Peckinpaha „Strzały o zmierzchu” (1962). Później były też spaghetti westerny, których królem był Sergio Leone.

Dla mnie osobiście rokiem, który zmienił moje postrzeganie kina był rok 1968. To wtedy powstało właśnie najwięcej z czołówki filmów, które uwielbiam.
Powstały wtedy dwa prekursorskie horrory:
„Dziecko Rosemary” Romana Polańskiego, który zapoczątkował serię filmów o tematyce satanistycznej.
Rosemary's baby

„Noc żywych trupów” George A. Romero, może nie jest filmem, który jakoś mega uwielbiam, ale to obraz przełomowy, bo zapoczątkował bardzo długą serię filmów o zombie.
Night Of The Living Dead

Następnie „Planeta małp” reż. Franklin J. Schaffner, film niezmiernie ważny do dziś dla amerykańskiego kina Sci-Fi.
Planet of the apes

W 1968r. premierę też miał, kto wie czy nie najlepszy western Sergio Leone: „Pewnego razu na dzikim zachodzie”.
RM_Once Upon a Time in the West

I oczywiście filmy, inne zupełnie charakterem od wymienionych poprzednio. Spokojne, zmuszające jednak do przemyśleń nad istotą życia i nie tylko:
„2001: Odyseja kosmiczna” Stanleya Kubricka – coś więcej niż film. Przez wielu krytyków okrzyknięty najważniejszym filmem w historii kinematografii.
2001 A Space Odyssey

Oraz niedoceniany pośród innych filmów Ingmara Bergmana, a wręcz niespotykany nigdzie wcześniej, ani później film, który można nazwać horrorem poetyckim: „Godzina wilka”.
Hour of the wolf

W roku 1968 tworzony był także, chyba najbardziej niepokojący film jaki widziałem: „Palacz zwłok” – on jednak swoją premierę miał dopiero w roku 1969. The Cremator

-So Kowalski, where are you from?

W tym tekście chciałbym podjąć, myślę dość ciekawy temat – mianowicie bohatera filmowego, Polaka w zagranicznych filmach. Znam wiele takich postaci, którzy z pochodzenia są Polakami, szczególnie ma to miejsce, rzecz jasna w filmach wojennych (z oczywistego powodu). Nie chciałbym się rozpisywać o wszystkich takich przypadkach, tylko wyłowić te najciekawsze i najbardziej znaczące przykłady dla fabuły danego filmu.

Walt Kowalski

Jednym z najbardziej świeżych takich filmów i kto wie czy nie obrazującym tego zjawiska najlepiej jest oczywiście „Gran Torino”. Jeden z największych twardzieli kina – Clint Eastwood podjął się jednocześnie reżyserii takiego filmu i odegrał główną rolę.

Walt Kowalski, bo tak nazywa się bohater, w którego się wcielił jest emerytowanym weteranem wojny w Korei i z pochodzenia Polakiem, co kilkukrotnie jest podkreślane w filmie.
Jest człowiekiem naznaczonym piętnem samotności po stracie swojej ukochanej żony, z którą spędził prawie całe życie. Jest też osobą z pozoru chłodną, nieufną, objawiającą skłonności rasistowskie – pewnie wynikające ze swoich wcześniejszych doświadczeń o których nie było jednak mowy w filmie. Cała postać w znaczeniu filmu zarysowana jest jednak bardzo pozytywnie, Walt posiada swój honor i potrafi przezwyciężać swoje niechęci i podać pomocną dłoń osobom, które na to zasługują. ———————————————————————————————————————————————————

Kolejnym tytułem z polskimi akcentami jest zwariowana komedia kryminalna braci Coen pt. „Big Lebowski”. Tutaj mamy do czynienia z dwoma Amerykanami polskiego pochodzenia – Jeffem Lebowskim (Jeff Bridges) oraz Walterem Sobchakiem (John Goodman), którzy to popadają w nie lada kłopoty za sprawą niezwykłej pomyłki.

1998_the_big_lebowski_004
Można by mówić o tym, że Polacy są tu przedstawieni w świetle prymitywów, wiecznie chodzących w tych samych dresach (Jeff) popalających marihuanę i wiecznie przeklinających. Jednak to bardzo krytyczne i moim zdaniem nietrafione spojrzenie.

Warto jednak napomnieć, że postać Lebowskiego to jedna z najbardziej sympatycznych postaci w historii kina. Jeff jest wiecznie wyluzowany i prawie niczym się nie przejmuje, a teksty Waltera i jego wyczyny na ekranie na długo pozostają w pamięci widza.

———————————————————————————————————————————————————
Następnym takim obrazem będzie „Znikający punkt” Richarda Sarafiana z 1971r. Tu o głównym bohaterze z początku wiemy niewiele, poza tym, że ma znajomo brzmiące nazwisko – Kowalski.
Nasz bohater grany przez Barry’ego Newmana jest byłym kierowcą rajdowym, pracuje w firmie przewożącej samochody. Tym razem ma za zadanie dostarczenie Dodge Challengera R/T z 1970r. z Kolorado do Kalifornii. Zakłada on się ze znajomym dilerem narkotykowym, że uda mu się tego dokonać w czasie nie dłuższym niż 15 godzin.

Kowalski nie zważa na ścigającą go policję i dzielnie mknie naprzód do osiągnięcia swojego celu. Nie chciałbym zdradzać szczególnie dalszej fabuły obrazującej cechy charakteru naszego bohatera. Napomnę tylko, że jest to człowiek bardzo klarownie dążący do swoich celów, niechcący się nikomu podporządkować. Ogólny obraz całego filmu można przyrównać do „Easy ridera”.

Znikający punkt

———————————————————————————————————————————————————
Znów Kowalski, tym razem w melodramacie należącym do klasyki gatunku – „Tramwaj zwany pożądaniem” Elii Kazana. Tu w główną rolę wciela się jedna z największych gwiazd kina. Marlon Brando gra tutaj Stanleya Kowalskiego, mającego problemy z związane z przybyciem siostry jego żony do nich na jakiś nieokreślony czas.

Stanley Kowalski

Skupmy się jednak na postaci Stanleya – jest on osobą bardzo charyzmatyczną, ale też wulgarną i wręcz brutalną, przy tym jednak niezwykle prawdziwą. Jest on zupełnym kontrastem osoby, której nie może znieść – Blanche (Vivien Leigh), delikatnej, subtelnej kobiety, jednak popadającą w chorobę psychiczną.

Nie można bezsprzecznie ocenić postaci Stana (jak i innych postaci w tym filmie) jako prostaka i chama, możemy u niego znaleźć kilka cech pozytywnych jak na pewno męskość, dlatego film nie jest jednoznaczny w odbiorze i na tym polega jego fenomen. Dla żeńskiej części publiczności oczywiście trzeba oddać to, że Kowalski jest niewątpliwie, niezwykle przystojny. Polecam zaznać się z filmem, fanom takiego kina.
———————————————————————————————————————————————————
Podsumowując – nawet u najznamienitszych reżyserów pojawiają się polskie akcenty, o zasadność ich występowania w scenariuszach należałoby się pytać właśnie twórców: czy narodowość postaci, które występują w ich filmach ma jakieś znaczenie, czy jest zupełnie przypadkowa? Powyższe postacie nie są związane jakimiś szczególnymi cechami wspólnymi, są od siebie bardzo różne . Zaznaczam jednak, że podałem tylko kilka przykładów, a mogłoby ich być znacznie więcej. Na tę chwilę do głowy przychodzą mi jeszcze świetne kreacje aktorskie Adriena Brody’ego w „Pianiście” oraz Gene Hackmana w „O jeden most za daleko”, którzy wcielili się w postacie historyczne (to jednak zupełnie inna bajka niż postacie fikcyjne), kolejno w Władysława Szpilmana i Generała Stanisława Sosabowskiego. Kończąc chciałbym wspomnieć, że w przyszłości być możne napiszę podobny tekst podejmujący tematykę postaci Polek w światowym kinie.